Więcej
aka Witch and Warlock
Scenariusz: Jody Savin
Reżyseria: Robert Spera
Produkcja: Joram Barzilai
WWW: brak
Trailer: brak
Długość filmu (z napisami): ~ 85 minut
Obsada:
- Anat Topol Barzilai
- Gary Sloan
- Mary Shelley
- Deborah Scott
- Alexander Kirkwood
- Lee Kisman
- Edward Ross Newton (William)
Ekipa:
- Make-up: Angela Levin
- sFx: Angela Levin, Laslo Stumpf
- Muzyka: Randy Miller
- Dźwięk: Johann Langlie
- Zdjęcia: Jens Sturup
- Kostiumy: Pilar Revuelta
Najprawdopodobniej nie będę odosobniony w swej ocenie: ten film w wielu momentach nawiązuje do "Dziecka Rosemary" Polańskiego. Chronologicznie akcję można umiejscowić tuż po narodzinach dziecka. I wszystko tworzyłoby mniej lub bardziej spójną całość (mniej), gdyby nie wstęp. Cóż, to pewnie miał być element autorski w tej całej opowieści.
Scenariusz – sztampowy. Reżyseria – jako tako. Gra aktorska – o, tu można się rozpisać. Na uwagę zasługuje grająca panią Stacktone Mary Shelley (tak), prezentująca obleśno – obrzydliwy uśmiech rodem z wariatkowa. Robi to dobrze. Szlag człowieka trafia gdy ją widzi. Raczej ciężko grać jednym grymasem, tej pani się udało. Dalej, główna bohaterka. Tak sobie. Jednak jest przynajmniej jedna wielka scena z jej udziałem – przebudzenie gdzieś około 1:10 h. Za ten "awakening" szacunek, nieźle to wyszło. Ale minus za ciuchy w filmie. Linda – mała gwiazda tego filmu, moim zdaniem. Ellsworth – czarny koń tej produkcji. Udało mu się zaprezentować dobrą jakość wymownego milczenia.
Na uwagę zasługuje scena przed wizytą księdza – rodzina zgromadzona wokół dziecka. Obrzydliwa jakość sama w sobie.
Realizacja. Dość powiedzieć, że w niektórych momentach podłoga skrzypi pod kamerzystą. Ujęcia "zza winkla" są dość charakterystyczne. Jednak jeżeli miały sugerować osobę trzecią, to i tak dalszy rozwój akcji przeczy tej sugestii.
Efekty specjalne. Mimo tego, że film wyprodukowany został w w późnych latach osiemdziesiątych (XX w.), oczekiwać można było czegoś więcej. Reżyser miejscami operuje ich brakiem, co jednak nie jest dobrym pomysłem. Scena z głową jest jedną wielką zagadką – czemu nie zobaczyliśmy twarzy? Odpowiedź może być tylko taka: nikt nie potrafił jej dobrze wykonać w budżecie.
Muzyka i dźwięk. Temat główny jest naprawdę dobry i przebojowy. To niewątpliwie mocna strona "Witchcraft". Jednak wariacje, które przewijają się w ciągu filmu w różnych momentach, wołają czasami o pomstę do nieba. Wykorzystanego instrumentarium nie będę oceniał – widocznie ten keyboard był jedynym, co udało im się skombinować. Ilustracja np. w scenach z dzieckiem jest bardzo cukierkowa.
Na plus – brak erotyki. To pogrążyłoby kompletnie ten film.
No to oglądać czy nie? Można… sobie darować, szału nie ma. Tu pytanie: o czym są pozostałe, jest ich jeszcze dwanaście, części "Witchcraft"? O czym można było jeszcze ponad piętnaście godzin filmu nakręcić? …
- Gatunek: Horror
- Grupa docelowa: Czciciele Szatana
- Typ: Dziecko Rosemary
- Ofiary w ludziach? 2
- Trupominuta: 0,024
- Ofiary w zwierzętach? 1
- Erotyka? Nie
- Efekty specjalne: 4/10
- Realizacja: 6/10
- Gra aktorska:6/10
- Muzyka: 5/10
- Dźwięk: 5/10
Powiązane:




(1 głosów, przeciętnie 2,00 / 5)






