War of the Dead (2006)

War of the Dead
Sean Cisterna "War of the Dead", Cin-o-matic Films/Mythic Prod., 2005/2006

Więcej

DnoStrata czasuDa radęDobre...Kult (3 ocena/oceny, przeciętnie: 2,67 na 5)
Loading ... Loading ...

What?

Reżyseria: Sean Cisterna
Scenariusz: Sean Cisterna
Produkcja: Sean Cisterna

Galeria: link
Trailer: link
Długość filmu (z napisami): ~ 87 minut

Obsada:

  • Camille Djokoto
  • Colin Nash
  • Mihkel Ranniste
  • Jayme Kalino
  • Donovan Sullivan
  • Bill Collins
  • Scott Cengija
  • Rosemary Martins (jako "gorąca i napalona pielęgniarka")

Ekipa:

  • Make-up: Kandis
  • Grafika: Doug Mackay
  • Muzyka: Frank Adriano, Robbie Roth, Uncle Seth, Random Order,
  • Zdjęcia: Eduardo Arregui
  • Kostiumy: Helen Fleming

Trzej dzielni germ… tfu, niemieccy żołnierze – Fritz, Klaus oraz ich dowódca Gotz zwiedzają Stany Zjednoczone. Celem ich wycieczki nie jest jednak poznanie kontynentu, tylko zemsta. Czy podróż trzech staruszków byłaby fascynująca? Pewnie nie, dlatego to nie są staruszkowie, tylko zombie. Nie ima się ich kula, ni nóż, ni kosiarka – chyba że z epoki.

"War of the Dead" budzi niepokój od samego żałosnego początku. Te sceny walki… Ta wampirzyca… Ten brak nastroju grozy… Dalej jest już różnie, lepiej lub gorzej. Poziom cały czas ten sam – niespecjalnie wysoki. Pomysł na kreację agentki specjalnej Conda i jej tak specjalna jak ona sama przypadłość budząca skojarzenie z Blade’em i ojcem Uffizi – ha ha ha. Chociaż nie, groza jest. Budzi ją paskudna wręcz muzyka. Kiepski miks efektów dźwiękowych i niekonsekwentne realizowanie tła – w wielu momentach jest ono przerywane. W ogóle dopasowanie tła dźwiękowego do otoczenia i sytuacji to raczej pomyłka. Realizacja dźwiękowa dialogów również powinna zaprowadzić inżyniera (o ile przy tym filmie pracował ktoś taki) na szubienicę. Scenarzysta powinien gryźć glebę za to, co napisał – to się w wielu miejscach kupy nie trzyma. Owszem, scenariusz nie jest zły, coś mogłoby z niego być – gdyby skrócić go do mniej więcej trzydziestu lub czterdziestu minut akcji, wywalając wszelkie niepotrzebne sceny i żałosne dialogi. Obsada – w większości do bani. Gra aktorska – z jednym wyjątkiem ci ludzie chyba nie znają takiego pojęcia. Jest sztucznie i nienaturalnie. Dobrze że nie ma w tym filmie efektów specjalnych – inaczej pewnie musiałbym napisać, że są do bani. Przy tej tematyce będąc – make-up, którego jakoby nie było, przynajmniej nie raził w oczy swoją nieobecnością. Na szczęście niektóre dialogi (ich treść, bo wykonanie…) są śmieszne. Może gdyby ktoś zrobił remake tego filmu, coś by z tego było, ponieważ pomysł sam w sobie głupi nie jest.

Pod ścianę:

  • reżyser i scenarzysta,
  • obsada,
  • koleś od muzyki,
  • koleś od dźwięku,
  • koleś odpowiedzialny za tytuł tego czegoś.

Plusy:

  • dla starszego pana grającego wojskowego,
  • dla aktorów kreujących zombie – jeśli nawet nie potrafią grać, to nie było tego widać; sceny z ich udziałem są w porządku,
  • dla sztucznej myszy.

Film zasadniczo nie jest warty uwagi, chyba że jest się fanem gatunku, lub ma się akurat wolny wieczór. Piwa przy tym filmie pić nie radzę – szkoda otwierać butelkę do takiego gniota.

Może i zmieszałem ten film z błotem. Nie zapominajmy jednak o jednej rzeczy – tworzenie czegoś to przede wszystkim zabawa – i tak powinno zostać, nawet jeśli będzie to zabawa tylko dla twórców i biorących udział w dziele. 4/5 za chęci.


War of the Dead
War of the Dead
War of the Dead
War of the Dead
War of the Dead
War of the Dead
War of the Dead
War of the Dead

War of the Dead - cytat

  • Gatunek: Horror
  • Grupa docelowa: Znudzeni życiem PR-owcy
  • Typ: Zombie
  • Ofiary w ludziach? ~ 13
  • Trupominuta: 0,156
  • Ofiary w zwierzętach? Nie
  • Erotyka? Nie

  • Efekty specjalne: 0/10 (co, ten wybuch w knajpie to był efekt specjalny?)
  • Realizacja: 2/10
  • Gra aktorska: 3/10 (Bill Collins – 6/10)
  • Muzyka: 1/10
  • Dźwięk: 1/10

  • W filmie wystąpił również sam reżyser, grając właściciela restauracji.
  • W filmie Bill Collins czyta utwór Walta Whitmana "Oh captain! My captain!".
  • Najbardziej daremna scena – 4:49.
  • Nie jest to najgorszy film w dorobku artystycznym Seana Cisterny.
  • M może być skrótem od Kriegsmarine
  • A tutaj alternatywna okładka. WTF?
  • Update: Na koniec rzecz o której zapomniałem wspomnieć, ale której w sumie nie warto nawet komentować. Zombie – snajper.

Odpowiedz

Musisz być zalogowany, by publikować odpowiedzi.