Więcej
Over 200 fright-full illustrations, both color and black-and-white, add to the atmosphere created with the author’s invitation: ‘Come With Me to the Theater’.
"Monster and horror movies"
Thomas G. Aylesworth
Wydawnictwo: Bison Books Ltd. dla WHSmith Exclusive Books, 1986
Liczba stron: 194
Wymiary: mniej więcej 23,7 x 31 cm, twarda okładka z obwolutą
Spis treści:
- Come with me to the theater
- Just plain monsters
- Man-made monsters
- Back from the dead
- Self-made monsters
- The human fiend
- Servants of the devil
- Hauntings
- A look to the future
– Index
– Acknowledgments
"Monster and horror movies" autorstwa Thomasa Ayleswortha to próba przedstawienia rozległego jak Morze Martwe, będące notabene jeziorem i lichym w porównaniu z innymi akwenem, tematu horroru w filmie. Ponieważ autor roztropnie nie starał się stworzyć encyklopedii czy też "case study", wynikiem jego pracy jest przegląd realizacji koncepcji potworów i kreatur pojawiających się w już najwcześniejszych filmach grozy.
Spostrzeżenia zawarte w książce są całkiem interesujące. Samo podjęcie tematu również – książka nie składa się z luźnych notatek typu "…kolejnym filem z Draculą jest …, w tym filmie Dracula to to i tamto". Zamiast tego jest szczypta "teorii" straszenia, oraz sporo o wykonaniu – kto, jak i w jaki sposób. Oraz czasem nawet, jakim kosztem. Mi osobiście informacje te wydają się interesujące i istotne. Ponieważ znakomitej większości wspominanych filmów nie wyświetla się już w kinie czy telewizji (chyba że w cyklu seansów retro, o dziwnych porach i to też przypadkiem), zaś przebogaty kanał "dystrybucji" wartości intelektualnych jakim jest Internet oferuje zazwyczaj tylko wynik pracy setki ludzi w postaxi Xvida i ewentualnie napisy do tego, taki wykład teoretyczny jest po prostu ciekawy. Można obejrzeć np. Golema (1914) ale obecnie, sto lat później, jest to czysta abstrakcja dla przypadkowego widza. Tak "główny bohater", jak i jego historia, czy perypetie filmu i jego twórców. Dzięki tej książce można się dowiedzieć skąd wziął się pomysł, jak było z realizacją i ile razy podchodzono do motyw. Oraz że kreacja Frankensteina z 1931 jako potwora mającego uczucia nie byłą pierwszą tego typu – wcześniej był właśnie Golem.
Ciekawie się czyta, całość okrasza duża liczba ilustracji i zdjęć – nie tylko fotografii z filmów, ale też ujęć bardzo rzadko spotykanych "behind the scenes". Jeśli ktoś ma dojście – polecam.
Powiązane:




(1 głosów, przeciętnie 4,00 / 5)