Satan’s Cannibal Holocaust (2007)

Pracujemy nad dorwaniem okładki!
Jim Wayer "Satan’s Cannibal Holocaust", Thadius Pictures/SRS Cinema, 2006/07

Więcej

DnoStrata czasuDa radęDobre...Kult (4 ocena/oceny, przeciętnie: 3,25 na 5)
Loading ... Loading ...

I’ve tasted bat pussy and I liked it.

Reżyseria: Jim Wayer
Scenariusz: Scott D. Muck, Jim Wayer
Produkcja: Ron Bonk, Eric Stanze, Jim Wayer
Na podstawie: opowiadania Rona Bonka
WWW: www.thadiuspictures.com
Trailer: Link
Długość filmu (z napisami): ~ 70 minut

Obsada:

  • Sheila Thiele
  • Ashleigh Schremmer
  • Gus Stevenson
  • Daniel Allder
  • Michale Ketcher
  • Sam Starck
  • Emily Haack
  • Savage Noble

Ekipa:

  • Efekty specjalne: Brandi Nelson, Sara Mefford, Zac Mauer, Kevin "Bulletproof" Dowler
  • Dźwięk: David Moore
  • Muzyka: Gus Stevenson, Dilucid, Crypt 33
  • Zdjęcia: Jim Wayer

Podstawowym problemem z napisaniem kilku obiektywnych zdań na temat niszowej niskobudżetowej produkcji klasy B tworzonej przez fanów tego typu kina jest dla mnie… brak obiektywizmu. Trudno tu być obiektywnym. W wypadku znanego reżysera i znanych aktorów, mając do porównania ich wcześniejsze wyczyny, moża w ciągu pięciu minut wyciągnąć stosowne wnioski co do wykorzystania budżetu i umiejętności w produkcji kolejnego arcydzieła. Natomiast kino niezależne, i do tego horror, trzeba oceniać zawsze inaczej – może z pobłażaniem? Ja to nazywam "docenianiem filmu". Oczywiście nie każdy taki film na to zasługuje, ale to już inna historia. Ten film ma u mnie plus, za chęć i zapał jego twórców; przy produkcji tego filmu rączki urobiły sobie dokumentnie wszystkie osoby, które zobaczymy na ekranie. Zaś obiektywizm – poniżej.

Coś dziwnego dzieje się w pewnym miasteczku. Znikają bezdomni i w ogóle przypadkowi ludzie. Wieść gminna niesie, że to sprawka sekty KANIBALI – SZATANOWCÓW, którzy porywają, zabijają, a następnie zjadają ludzi. Powinni jeszcze gwałcić… tfu, rozmarzyłem się. Brrrr, ale strasznie. Rzecz jasna nikt w to nie wierzy.

Porozmawiajmy o wtopach. Około ósmej minuty filmu ofiara – facet – biegnie sobie przez miasto. Biegnie, biegnie, musi się gdzieś schować – ściga go śmierć, a on jest słaby i bezbronny. Wybór pada na Midwest Music Pit – barówę, w której akurat gra sobie zespół Dilucid (tu uwaga edytorska – timingi muzyki i obrazu lekko się mijają). No więc wchodzi do knajpy – już nie jest bezbronny, w łapie dzierży jakąś klamkę. Próbuje przebić się przez pogujący tłum, w międzyczasie zaś nadchodzi jego oprawca – oprawczyni, Kayla. Facet "gubi" gdzieś giwerę, i daje się pociąć nożem kuchennym (bardzo wypalcowanym – mogli go chociaż wytrzeć przed filmowaniem) jak małe prosię. No ta scena jest po prostu tak wiarygodna, jak ja grający kolędy na waltorni. Druga wtopa, ciągnąca sięprzez cały film, to Ashleigh Schremmer, czyli sama Kayla. Proponuję przestudiować jej kreację… oooo, czyżby nie było o czym rozmawiać? Ta dziewczyna spieprzyła ten film. Nie wiem, czy zaszczyciła jeszcze jakieś produkcje rolą swojego życia, i wyjątkowo nie mam zamiaru tego sprawdzać. Mam nadzieję, że nie – ona nie nadawałaby się nawet do drugoplanowej roli dziwki w tajskim burdelu – w takim czymś też trzeba umieć się wykazać. Szczęście w nieszczęściu, jakkolwiek Kayli jest sporo w tym filmie, to jednak nie ona jest bohaterką pierwszoplanową.

Teraz porozmawiajmy o braku efektów specjalnych. Brak efektów specjalnych jako takich. Do fx można ostatecznie zaliczyć make-up – i ten, choć chałupniczy, to jest. Ośmielę się nawet powiedzieć, że trochę się ekipa napracowała. W sumie to nawet dobrze, że nie ma żadnych wybuchów czy czegoś w tym stylu – na 100% wyglądałoby to bardziej niż żałośnie. A tak, leżące zwłoki w wannie, u których dzięki błyszczącemu substytutowi krwi i odbijającemu się w nim światłu widać tętno – przynajmniej jest wesoło. Nb. ofiara miała być przed śmiercią torturowana – załóżmy, że tak było, pomimo braku ran otwartych czy jakichś flaczków leżących skrzętnie obok.

Muzyka, ilustracja dźwiękowa – fajne. Pady w pewnych momentach wychodzą trochę naiwnie, ale ogólnie zbudowanie nastroju wyszło całkiem ciekawie. Może piszę tak dlatego, że niejedno już słyszałem, a w SCH nie jest tak źle – no nieważne, ale da się przeżyć. Tylko trzeba się przyzwyczaić do barwy dzwięków stosowanej w filmie.

Realizacja – kamera z łapy. Ale wyszło to naprawdę dobrze! W porównaniu ze zdjęciami w "Bloodrayne II" – sory, Rayne dostaje w tyłek. Mocno i boleśnie. Ciekawe, ile wydano na zdjęcia w obu filmach…

Historia opowiedziana w filmie – daje radę. Wbrew pozorom sztuczności i bycia mocno naciąganą, już się z tym spotkaliśmy w "normalnym" kinie. Akurat w tym momencie "Krytyczna terapia" przychodzi mi do głowy. No dobra, ale to o głównym wątku historii. Co z całą otoczką złych szatanowców, oraz, przede wszystkim, reportażu z ich tajnych rytów – bo to może budzić najwięcej zastrzeżeń? Cóż… oglądając to miałem wrażenie, jakby ktoś bardzo dosłownie zekranizował książkę. Kojarzą mi się tutaj, nie wiem czy dobrze, "Sataniści", niestety nie pamiętam czyje to było. Na papierze byłoby to bardziej przyswajalne – gadki kapłana budzą reakcję obronną organizmu dlatego, że są długie i przynudzające – w jakiejś książce byłoby to "klimatyczne". Do bani jest zakończenie – czyżby któryś ze scenarzystów oglądał oryginalne Cannibal Holocaust? Pytanie retoryczne.


Satan's Cannibal Holocaust
Satan's Cannibal Holocaust
Satan's Cannibal Holocaust
Satan's Cannibal Holocaust
Satan's Cannibal Holocaust
Satan's Cannibal Holocaust
Satan's Cannibal Holocaust
Satan's Cannibal Holocaust
Satan's Cannibal Holocaust
Satan's Cannibal Holocaust

Cytat:

SCH

  • Gatunek: Horror
  • Grupa docelowa: Miłośnicy kina, klasy B w szczególności
  • Typ: Sekty i wierzenia
  • Ofiary w ludziach? 7
  • Trupominuta: 0,107
  • Ofiary w zwierzętach? Nie
  • Erotyka? Tak

  • Efekty specjalne: 4/10
  • Realizacja: 6/10
  • Gra aktorska: 3/10 (za Schremmer)
  • Muzyka:5/10
  • Dźwięk: 5/10

• Pod tym adresem przeczytać można dość oryginalną recenzję Satan’s Cannibal Holocaust opublikowaną na DVD Verdict.
• Roboczy tytuł produkcji to Ron Bonk’s Cannibal Holocaust.
• W podziękowaniach możemy zobaczyć pana Lloyda Kaufmana. Skąd to nazwisko? Być może stąd, że Lloyd Kaufman napisał książkę "Make your own damn movie!", a także popełnił Troma Entertainment :)

Odpowiedz

Musisz być zalogowany, by publikować odpowiedzi.