Więcej
And less be forget, no Nomad woman must enter the sanctuary of the Mausoleum.
Scenariusz: Robert Barich, Robert Madero / Katherine Rosenwink
Reżyseria: Michael Dugan
Produkcja: Robert Barich, Robert Madero
WWW: brak
Trailer: brak
Długość filmu (z napisami): ~ 92 minuty
Obsada:
- Marjoe Gortner
- Bobbie Bresee
- Norman Burton
- La Wanda Page
- Maurice Sherbanee
- Laura Hippe
- Sheri Mann
- Cathi Peyton Erman
Ekipa:
- Make-up Fx: John Buechler, Maurice Stein
- sFx: Roger George
- vFx: –
- Muzyka: Jamie Mendoza – Nava, Frank Primato
- Dźwięk: John Speak
- Zdjęcia: Robert Barich
- Kostiumy: Nancy Montgomery
"Mausoleum" (Mauzoleum) można skrótowo określić jako "z okładki niezły". Tytuł może sugerować miejsce akcji oraz główną siłę sprawczą, czyli zmarłych/nieumarłych, może jakiegoś demona. Może nawet jakieś mordobicie w krypcie się trafi. Tymczasem, jak to w życiu bywa, jest nieco inaczej – i miejsce akcji inne, i oś fabuły obracająca się raczej wśród żywych. Mordobicie – na raty, ale jest.
Film zrealizowany został na początku lat osiemdziesiątych XX w., i jakością realizacji w stosunku do oczekiwanej klasy produktu może nie powala, ale zaskakuje. Jest nieźle. Makeup jest na wysokim poziomie, aranżacja efektów światło/dym jest w porządku, efekty specjalne w dzisiejszym rozumieniu tego słowa mogą śmieszyć, ale jak na "wintydż", są przyzwoicie zrobione. Wybuch – a tak, jest jeden – niezły, nie wyglądał tanio. Reżyser i producent nie próbują wciskać widzowi totalnej ciemnoty. To się chwali. Jest oldskólowo, ale na poziomie. Na plus także wdzięki głównej bohaterki (Bobbie Bresee), dla której ten film był chyba pierwszą (jak wynika z IMDB) długometrażową produkcją.
Praca kamery miejscami dziwna. Niektóre ujęcia śmieszne – jak na przykład "widelec" (29 minuta). Zachowanie aktorów z reguły w normie – z reguły, bo nie można mieć do nich pretensji o niektóre dialogi. Niektóre efekty dźwiękowe mogą ostro zirytować – cóż, znak czasu. Muzyka za to miejscami finezyjna, przywodzi na myśl "Noc żywych trupów".
Tymczasem o czym w ogóle jest film? Ot, rodzinna legenda, małe opętanko i odwieczna walka dobra ze złem. W przełomowym momencie brakuje… podkreślenia znaczenia tegoż, i chyba to jest największa wpadka scenariusza. Film trochę "prześlizguje" się przez ekran. Wg niektórych opinii "Mausoleum" to w ogóle dramat, Fulci dla ubogich i jedyne wytłumaczenie dla jego popularności w niektórych kręgach, to piersi ekskróliczka Playboya. Moim zdaniem mieszanie tego filmu z błotem to przesada, zarówno jeśli chodzi o sceny z krwią w roli głównej, jak i całokształt.
Parę plusów, parę minusów. Ten film nie przewróci do góry nogami świata żadnego fana horroru. Niemniej jednak, na tle sobie podobnych skutecznie się broni. I przede wszystkim: czy te oczy mogą kłamać? ;)
Brak powiązanych zasobów.




(1 głosów, przeciętnie 3,00 / 5)





