BloodRayne (2005)

BloodrayneFront
Uwe Boll "BloodRayne", Boll KG Productions, 2005

Więcej

DnoStrata czasuDa radęDobre...Kult (6 głosów, przeciętnie 3,00 / 5)
Ładowanie ... Ładowanie ...

Reżyseria: Uwe Boll
Scenariusz: Guinevere Turner
Produkcja: Uwe Boll, Daniel Clarke, Shawn Williamson
Na podstawie: BloodRayne – gry PC
WWW: .bloodrayne-themovie.com
Długość filmu (z napisami): ~ 99 minut
Poster

Obsada:

  • Kristianna Loken / Alicia Vela Bailey
  • Michael Madsen
  • Matt Davis
  • Will Sanderson
  • Geraldine Chaplin
  • Meat Loaf
  • Michelle Rodriguez
  • Ben Kingsley

Ekipa:

  • Efekty specjalne – VFX upstart!, Technicolor, Pictorion Das Werk, Olaf Ittenbach, Tommy Opatz
  • Dźwięk: ? (Wolfgang Herold)
  • Muzyka: Henning Lohner
  • Zdjęcia: Mathias Neumann
  • Kostiumy: Carla Baer
  • 2nd "Gore" Unit Director – Olaf Ittenbach

Zabierając się do oglądania tegoż arcydzieła wiedziałem, że staję przed zadaniem trudnym, i w zasadzie z góry skazanym na porażkę (2,5 na 10 – ponad jedenaście tysięcy widzów oceniających to na IMDB nie może się mylić!). Film obejrzałem dwa lata po premierze. W grę zasadniczo nie grałem – nie bawią mnie zręcznościowe zabijanki, to znaczy przynajmniej tak mi się wydaje. Będac przeto widzem z nieskażonym fabułą gry umysłem, byłem gotów na przyjęcie na klatę ciosu w postaci BloodRayne.

Fabuła filmu omawia przeszłość (w odniesieniu do czasu akcji gry) naszej dzielnej bohaterki, konkretniej jej jakoby młodość – czyli "jak to się stało, że…" Poznamy przeto jej mamę (znać ją będziemy przez sekund kilkadziesiąt, ale szczegół to), jej tata, jej pierwszego chłopaka, jej pierwszą psiapsiółkę, jej pierwszą ofiarę etc. No dobra, może trochę upraszczam. Ogólnym motywem filmu jest pochodzenie Rayne wplątane w konflikt między Brisbane (ci dobrzy) a Kagenem (ten zły i do tego jej ojciec – aczkolwiek nie ma to większego znaczenia). Konflikt dotyczy oczywiście losów świata. Jest wątek miłosny, bardzo ascetyczny, ale jest; jest też motyw zdrady. Przez film przechodzimy żwawym krokiem, chociaż czasem nasza ścieżka przecina samą siebie w paru miejscach, i trzeba nadrabiać.

Parę słów o obsadzie. Za wyjątkiem Meat Loafa i dziwek, nie jest tak źle – o ile chodzi o samą obsadę. Gra aktorska pozostawia już trochę do życzenia. Mam tu na myśli konkretniej męską część aktorów. Sytuację ratuje samym faktem pokazywania w filmie swojej twarzy Ben Kingsley; no i oczywiście Krysia Loken, skądinąd bardzo sympatyczna aktorka. Jest jednak dość zimno, mało emocji, mało wczucia się. MAŁO.

Plusy filmu to Loken i Kingsley. Cieszyłaby oczy także finałowa scena, w której Rayne siada na tronie – gdyby nie fakt, że to ewidentna zrzyna. Scenariusz – też nic odkrywczego. Po prostu inne nazwiska aktorów i głównych bohaterów. Minusy – scenariusz, sztampowa historia robiona już wcześniej chyba na trzydzieści siedem sposobów; niektóre kostiumy, muzyka – nie podobała mi się kompletnie, oraz…
niektóre EFEKTY SPECJALNE. Nie wiem, czy dane mi było obejrzeć wersję uncut czy zwykłą, ale jest kilka scen, za które chciałbym komuś serdecznie "podziękować". Ilustrują je ostatnie screeny. Po jasną cholerę pojawiły się w filmie? Prawdziwy horror zaczyna się tuż po scenie finałowej, i trwa aż do napisów. I to jest właśnie część filmu niespecjalnie trzymająca się kupy – jeszcze z takimi beznadziejnymi efektami specjalnymi… Jak można było pokazać to światu? Naprawdę, ta właśnie końcówka filmu obniża moje oceny całości.


BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

BloodRayne

Widzowie zarzucali BloodRayne między innymi dwie rzeczy – zalatujący padliną całokształt, oraz brak związku fabuły filmu z fabułą gry – no, może poza dwiema czy trzeba rzeczami – imieniem bohaterki, słowem "Blood Rage", oraz artefaktami. Co do tego pierwszego – jest to raczej stwierdzenie niepodważalne, natomiast brak związku gry z filmem moim zdaniem nie jest zły. Owszem, chętnie zobaczyłbym Rayne wybijającą watahy dzielnych aryjskich żołnierzy oraz ich mutacji – ale taki pomysł zanudziłby widza jeszcze szybciej niż ten jakże typowy prequel.

Określiłem więc status quo, pora na podsumowanie całokształtu. Bardzo chciałbym móc polecić ten film, bo w sumie poświęciłem półtorej godziny z życia na obejrzenie go, i nie zanudziłem się na śmierć. Nawet na papierosa wyszedłem tylko raz. Co więcej, nie zgadzam się z tak niską notą na IMDB. Ale napiszę tylko: trzeba to sprawdzić samemu. Może mam jakiś sentyment do produkcji, w których heros lub heroina stają sami naprzeciw światu i typowym wartościom? Albo do filmów, w których nie wiem do końca o co chodzi, ergo "a może reżyser był wizjonerem, tylko świat za nim nie nadążył?" Nie wiem. Oczekiwałem totalnego gniota, czegoś, co będę albo oglądał przez dwa dni, albo wyłączę w połowie – bo szkoda czasu na taki syf. A tu niespodzianka. Film nie jest najwyższych lotów i większość rzeczy w nim kuleje, ale nie jest to totalne dno. Może się nawet spodobać, szczególnie osobom, które rzadko oglądają horrory. De gustibus non disputandum est et penis.

BloodRayne


Cytaty:

Najbardziej tani tekst w filmie:

- But I do not intend to stop fighting for a second.

Trzeba zobaczyć, żeby pojąć…

  • Gatunek: thriller/horror
  • Grupa docelowa: wszyscy
  • Typ: zróbmy sobie film…
  • Ofiary w ludziach? > 25
  • Ofiary w zwierzętach? -
  • Erotyka? Tak

  • Efekty specjalne:5/10
  • Realizacja: 5/10
  • Gra aktorska: 6/10
  • Muzyka: 5/10
  • Dźwięk: 5/10

Ponoć Boll dla BloodRayne zrezygnował z robienia House of the Dead 2: Dead Aim. Niewątpliwie było to dobre posunięcie, albowiem Dead Aim w reżyserii Michaela Hursta jest naprawdę fajnym filmem. BloodRayne jest kolejną produkcją Ittenbacha – jego znak charakterystyczny to naprawdę tanie efekty, oraz rumuńska obsada – wyjątkowo piszę to bez podtekstów. Nie wiadomo dlaczego, ale te dwa elementy jakoś lubią się łączyć ;p

Strona domowa
Gra PC
Komiks

Brak powiązanych zasobów.

Rlyeh: